Kategoria Dla domu

Coś dla domu + nowa współpraca

28 sierpnia 2012 Dla domuDodatki  18 komentarzy


Matka Polka wróciła z miasta obładowana niczym wielbłąd.


Powoli remont salonu dobiega końca, a ja kompletuję jego wyposażenie.


Nawet nie wiecie, jakim okropnym jestem chomikiem.


Żal mi było wyrzucić stare pamiętniki z licealnych czasów, notatki z zajęć i oczywiście tony gazet i gadżetów.


Wszystkie z nich mają swoją historię, wiąże się z nimi konkretne wspomnienia, albo osoba.


Ale trzeba było. Inaczej za kilka lat przemieniłabym dom w muzeum.


A przy okazji podzielę się z Wami nową współpracą.


Czytaj dalej

Uważajcie na biedronki…

3 sierpnia 2012 Dla domuDla dzieckaMiejsca  25 komentarzy


Dotąd uważałam, że spotkanie tych sympatycznych owadów może przynieść jedynie szczęście. Tymczasem tego lata przeżywamy prawdziwą plagę biedronek, które z naszymi rodzimymi gatunkami nie mają wiele wspólnego.


Czytaj dalej

Komentator lipca- wyniki i Nowy Konkurs :)

2 sierpnia 2012 Dla domuDla dzieckaDodatkiFilmKosmetykiKsiążkaKuchniaMiejsca  34 komentarzy

Lipcowa edycja konkursu na topowego komentatora bloga dobiegła końca.


Chciałabym przedstawić Wam osobę, która otrzyma paczkę z kosmetykami i próbkami.


Ponadto zapraszam do kolejnej edycji konkursu- szukam Sierpniowego komentatora :)



Czytaj dalej

Kupujemy namiot dla dziecka

14 lipca 2012 Dla domuDla dziecka  25 komentarzy


Moje pokolenie korzystało z czegoś, co dzisiejsze dzieci zastąpiły gotowymi rozwiązaniami. Wyobraźnia pomagała nam przemienić nawet banalną zabawę w niezapomniane przeżycie. Nie każdy z nas posiadał zamożną ciocię za granicą, która przesyłała paczki wypełnione fantastycznymi zabawkami. Ale też nie byliśmy nauczeni, żeby żądać od naszych rodziców, aby zaopatrywali nas w lalki Barbie od firmy Matel, które stały w różowych pudełkach na półkach pewexów. Cieszyły nas matrioszki, albo prowizoryczne gierki, które można było nabyć na lokalnych targach,  obleganych przez naszych rosyjskich sąsiadów. Wszelkie braki w zabawkowym wyposażeniu nadrabialiśmy fantazją. Zapracowani rodzice nie mieli tyle czasu, który mogliby poświęcić na zbudowanie w ogródku wigwamu, albo mini sklepu.


Dzisiaj praktycznie wszystko możemy kupić w stacjonarnych lub internetowych sklepach. Niektórzy wychodzą z założenia, że kolejna zabawka, która zainteresuje dziecko chociaż na kilka godzin  jest warta każdej ceny. Innym po prostu się nie chce, albo nie mogą wygospodarować czasu na to, by własnoręcznie zrobić dla dziecka ciekawy przedmiot. Sama należę do innej kategorii- chciałabym, ale nie umiem. O ile z prowizorycznym teatrzykiem, który powstał po przekształceniu kartonowego pudła, dałam sobie radę, tak zrobienie namiotu, który nie straszyłby samym wyglądem i byłby bezpieczny dla mojej córki na chwilę obecną po prostu mnie przerasta.


Dlatego od jakiegoś czasu rozglądałam się za gotowym namiotem. Wreszcie wypatrzyłam ciekawy przedmiot, który postanowiłam zakupić w… oczywiście- w Biedronce ;)


Czytaj dalej

KONKURS

10 lipca 2012 Dla domuDla dzieckaDodatkiFilmKosmetykiKsiążkaKuchniaMiejsca  68 komentarzy


Chciałabym zachęcić Was do częstego pozostawiania po sobie śladu w postaci komentarzy.


Cieszę się z każdej wiadomości, którą po sobie pozostawiacie.


Nie ukrywam, że ogromną radość sprawiłyby mi, prócz sporej liczby odwiedzin bloga (za którą Wam bardzo dziękuję),  Wasze wypowiedzi.


Czytaj dalej

Czy warto kupić dziecku zjeżdżalnię?

3 lipca 2012 Dla domuDla dziecka  22 komentarzy


Moje dziecko nie jest chowane pod kloszem. Nie jestem zachwycona, jeśli Młoda próbuje pocałować swojego czworonożnego pupila, albo jego towarzyszkę życia, ale nie robię z tego powodu tragedii. Nie załamuję rąk, gdy córka opuszcza plac zabaw z poplamioną bluzką, brudnymi od piasku spodenkami. Pozwalam jej popełniać błędy, lecz z boku bacznie ją obserwuję.


Nie mogę pojąć zachowania matek, które wykrzykują za swoją pociechą ,,Nie biegnij, bo się przewrócisz", ,,Nie siadaj na tym, bo się pobrudzisz", ,,Nie zrywaj kwiatków, bo je piesek obsiusiał"...


Niestety coraz mniej rodziców czy opiekunów aktywnie uczestniczy w zabawach maluchów. Przychodzą na plac zabaw, zajmują miejsce na ławce, wyjmują gazetę, książkę, komórkę, a nawet netbooka, i mają w nosie cały świat.


Tymczasem dzieci, albo tworzą zgrane grupki, albo walczą o terytorium. Prawdziwym polem bitwy jest piaskownica.  Wojna o łopatki, wiaderka i grabki pochłania wiele ofiar- piaskowych zamków i babek. Niezadowolone z podziału zabawek maluchy, albo te, które nie uznają dzielenia się swoim sprzętem, potrafią być naprawdę agresywne. Niejednokrotnie rozdzielałam uderzające się po głowach panienki. Najbardziej zaskakujący jest jednak moment, w którym niezainteresowani dotąd rodzice bronią racji swojego dziecka, nie wnikając w to, co jest przyczyną kłótni i po czyjej stronie leży wina.


Nie wstydzę się wejść ze swoim dzieckiem do piaskownicy, asystować podczas kopania wielkiego dołka. Zawsze asekuruję moją córeczkę, gdy wdrapuje się na zjeżdżalnię. A jak wracamy do domu to śpiewamy sobie ,,Kulfon, Kulfon. Co z ciebie wyrośnie", albo ,,Kolorowe kredki" i utrwalam z Młodą nowo poznane słowa.


Mijamy matki, które pchają wózki ze swoimi pociechami. Większość z nich jest nieobecna. Zapewne myślą o tym, co przygotować na obiad, jak zorganizować resztę dnia. Ale niestety, przeważnie to ich maluszki, takie mało kontaktowe, nieśmiałe, przestraszone stoją w kącie placu zabaw i gdy jakieś żywiołowe dziecko (na przykład moja córa, która najchętniej każdego dzieciaka by przytuliła, pogłaskała i wycałowała) podchodzi, by złapać za rękę i zaprosić do zabawy, wpadają w histerię, odpychają, a nawet potrafią uderzyć.


Wiem, że Młoda potrzebuje kontaktu z innymi dziećmi, ale przeraża mnie stan placów zabaw w moim mieście i zachowanie ich najmłodszych użytkowników. Dlatego sukcesywnie urządzam przytulny zakątek w ogrodzie. Prócz basenu jego największą atrakcją jest zjeżdżalnia.



Czytaj dalej

(nie)Perfekcyjna pani domu

2 lipca 2012 Dla domuKuchnia  6 komentarzy


Mam wenę.


Zmierzam w kierunku kuchni.


Otwieram lodówkę.


W takiej chwili kurczak nie jest tylko kawałkiem ubitego drobiu. Widzę upieczoną, delikatną kieszonkę, która skrywa wędzonego oscypka z żurawiną albo porzeczkami. Karton z mlekiem już nie jest pamiątką po zakupach w najbliższym dyskoncie. Widzę wysoką, grubą szklankę, wypełnioną białym płynem ze wzburzoną pianką i czekoladowym sosem na dnie. Spoglądam w stronę spiżarni i czuję, jak poziom radości błyskawicznie rośnie niczym drożdżowe ciasto w piekarniku. Jedno wiem na pewno, to będzie dzień kulinarnych eksperymentów.


Wykładam na blacie produkty, które mi wydeptały ścieżki w myślach i obmyślam ciekawe połączenia. Zacieram dłonie i chwytam palcami deskę i ostry nóż. Jego ostrze lśni niczym zakończenie miecza króla Artura. Dziś sztućce będą moimi wiernymi giermkami. W powietrzu wirują płatki prowansalskich ziół przemieszane ze szczyptą bazylii. Pozbawiam marchewki odzienia i kroję je w długie paski, które nieudolnie przypominają frytki. Okraszone solą, pomalowane olejem, lądują w piekarniku. To nie będzie kolejny kandyzowany przysmak, ale wyśmienita mieszanka słodyczy, która współgra z antagonistycznymi kryształami z Wieliczki.


Cała pachnę smażonym kurczakiem. Ten aromat przeszywa mnie na wskroś, plącze włosy, wchodzi pod ubranie i otula przyjemnym ciepłem. Nie mam nic przeciwko takim kulinarnym czułościom.  Mniemam, iż Ginewra raczyła Lancelota własnoręcznie przygotowanymi potrawami i czerpała z tego tyle uciechy, co ja.


Pozostaje mi teraz nakryć mój niestety nie okrągły stół i zawołać domowników na rodzinny posiłek. Jak dobrze, że jadalnia nie jest połączona z kuchnią. Przygotowanie dań wciąga mnie dogłębnie. Wśród wirujących garnków, patelni i przypraw zdrowy rozsądek odchodzi na bok. Perfekcyjna pani domu załamałaby nade mną ręce.  Nigdy nie przygotowuję jednego dania, zawsze podaję je w towarzystwie i dorzucam pracochłonny deser. Potrafię zamienić kuchnię w pobojowisko. Wszyscy się dziwią ile naczyń zużywam do przygotowania obiadu.


Ginewra miała nade mną przewagę- służbę, która sprzątała jej komnaty. Nienawidzę porządkowania mojego bałaganu. Dziwi mnie, że czystej kuchni nikt nie podziwia, za to stertę brudnych garów każdy namiętnie krytykuje. Rozglądam się w poszukiwaniu dobrej wróżki, niech pomacha kawałkiem patyka i naprawi moją kuchnię. Czary-mary pojechały na wakacje. Zostałam sama z niebotycznym bajzlem.


Lecz oto on, dziedzic Lakmy podąża w moją stronę. Z daleka kusi aromatem konwalii i obiecuje mi pomoc w ogarnięciu mojego królestwa.



Czytaj dalej

Kopciuszek byłby wniebowzięty- czyli nowe testowanie

22 czerwca 2012 Dla domu  13 komentarzy

Pracowity tydzień skończył się dostawą paczki od kolejnego kontrahenta.

Dziś o wnętrze mojego domu zadbała firma Lakma.

 

 

Czytaj dalej

Testujemy maszynę do pieczenia chleba

17 kwietnia 2012 AGDDla domuDodatkiKuchnia  27 komentarzy


To nie ponadczasowe Channel nr 5 podbiły moje serce, a zupełnie przyziemny zapach świeżo upieczonego chleba.


Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie jeszcze gorący bochenek, który dopiero co opuścił piec. Unosząca się nad nim para ostrzega przed  ciepłym wnętrzem.


Nie zważając na poparzone palce chwytacie za nóż i zdecydowanym ruchem odcinacie piętkę.


Przyjemne chrupnięcie zapowiada wspaniałą ucztę.


Jeszcze tylko odrobina masła, ale takiego z prawdziwego zdarzenia, nie jakiegoś roślinnego miksu.


Aromatyczny kawałek domowego pieczywa ląduje w Waszych ustach. Nie musicie się hamować. Odgłos westchnienia jest jak najbardziej pożądany.


W tym momencie wszelkie słowa są zbędne.


 

A teraz otwórzcie oczy.  Czy zniknął ten jakże sugestywny obraz?

 

Jeżeli chcecie powtórzyć to przyjemne doznanie zapraszam Was w podróż do krainy domowego chleba.

W tej chwili mój dom jest Waszym domem.

Już od progu czuć w nim zapach stygnącego chleba.

Mam nadzieję, że przez żołądek dotrę do Waszych serc.

Jak można wyznać miłość drugiej osobie?

Poczęstujcie ją kromką własnoręcznie upieczonego chleba.

 

 

Czytaj dalej

Szybkowar Fagor

16 lutego 2012 AGDDla domuDodatkiKuchnia  3 komentarzy

Szybkowar Fagor

Mastercook
cena: 230zł


Czytaj dalej