Kosmetyczne zakupy i nowa współpraca

19 lipca 2012 KosmetykiKuchnia  36 komentarzy



Niebo pokryło się ciemnym woalem.
Nadchodzące z ogromną prędkością chmury zapowiadały ulewę.
Mknęłam ulicami miasta pchając wózek z Młodą, która z prawdziwą pasją rozkręcała grającą zabawkę.
Po wczorajszym podłym dniu musiałam sprawić sobie małą przyjemność.
Zamierzałam wstąpić do drogerii tylko po kolejną mgiełkę do włosów.
Kiedy poczułam ciepłe krople wszędobylskiego deszczu, krótka wizyta w sklepie przedłużyła się do pół godziny.
W tym czasie spokojnie buszując między półkami znalazłam kilka interesujących rzeczy.


Wracałam przemoczona jak szczur. Dobrze, że ktoś wymyślił folię przeciwdeszczową do wózka. Uspokajając mojego małego nerwusa, który za punkt honoru postawił sobie zerwanie prowizorycznej ochronki, odebrałam od listowego kolejną przesyłkę z produktami do testowania.



Czytaj dalej

CelluOff- kapsułki dla naiwnych

18 lipca 2012 Kosmetyki  22 komentarzy


Suplementy diety stały się nadzieją dla osób, które borykają się z problemem nadwagi, zniszczonych włosów, zaniedbanej cery, kruchych i łamliwych paznokci. Łykamy magiczne tabletki, wierząc, że dzięki nim będziemy wyglądać jak z reklamy.


Pomarańczową skórkę dotąd próbowałam zwalczyć zmianą sposobu odżywiania, większą dawką ruchu, masażami i różnymi kosmetykami. Miesiąc temu od portalu Uroda i zdrowie otrzymałam opakowanie CelluOff, które miało być lekiem na skazę mojej skóry.

Czytaj dalej

Like a fire

17 lipca 2012 Kosmetyki  19 komentarzy

Wczoraj pierwszy raz pożałowałam zabawy w króliczka doświadczalnego.

Wygospodarowałam czas dla siebie, Młodą wyprawiłam na spacer i zamknęłam się w łazience.

W końcu mogłam wypróbować pewien wyszczuplający kosmetyk.

O tym jak zamieniłam się w podpalaczkę własnego ciała, czyli ile jestem gotowa poświęcić dla urody :)

 

Czytaj dalej

Soki z dżungli pierwsza odsłona

16 lipca 2012 Kuchnia  14 komentarzy


Wątła blondynka, która z powodzeniem mogłaby reklamować kosmetyki dla nastolatek, nieporadnie krzątała się po prowizorycznej chatce na drzewie. Próbowała zamieść podłogę własnoręcznie zrobioną miotłą z liści bananowca. Gdy przypadkiem natknęła się na tajemniczo i złowrogo wyglądający kokon, zwisający z sufitu w miejscu w którym był przywieszony hamak, z trudem powstrzymała swoje struny głosowe przed wydaniem z siebie zrozpaczonego okrzyku. Tego było już za wiele! Spojrzała smutno na swoje zniszczone trzewiki i zapragnęła zanurzyć się w wannie wypełnionej gorącą i pachnącą wodą.


Wtedy usłyszała znajomy odgłos. Przez otwór w ścianie wpadł wysoki mężczyzna. Jego silne ramiona ściskały zieloną i grubą lianę. Kobieta zauważyła, że torba, którą jakiś czas temu sama utkała, jest wypełniona dojrzałymi owocami. Poczuła silny skurcz, który zaczął gonić jej kiszki niczym wodzirej, usiłujący zrobić porządek na parkiecie wśród tańczących par. Nie zdołała zatrzymać kropelki śliny, która mimowolnie uciekła z kącika jej ust.


Tarzan spojrzał na nią swym powalającym słonie, lwy i tarantule wzrokiem i wykrzyczał podniecony:


,,Ja tobie przynieść kokosa i mango. Ty jeść. Tarzan leci ukatrupić węża na kolację”. Po czym zrzucił na podłogę zawartość swojej zdobyczy i zniknął z pola widzenia.


Dżejn, nie zwracając uwagi na zasady, które wpoili jej rodzice, rzuciła się na pierwszy owoc i zanurzyła w nim swoje zęby.


Na szczęście nie grozi mi przeprowadzka do dziczy, w której z pewnością nie byłabym tak dzielna jak bohaterka powieści. Dżungla przyjechała do mnie, a konkretnie jej soki.



Czytaj dalej

Mechanizm serca

15 lipca 2012 Książka  20 komentarzy

W Piernikowie na starym rynku, wciśnięta między lumpeks a sklep medyczny, istniała mała, przytulna księgarnia. Jej właściciel sprzedawał po kilka egzemplarzy prawdziwych perełek niszowych wydawnictw w zaskakująco niskich cenach. W przerwie między zajęciami lubiłam urządzać sobie samotne wycieczki i między chwiejnymi półkami szukać ciekawych książek. Błoga cisza, mała liczba klientów i obsługa, która nie krążyła z czujnym wzrokiem, dając do zrozumienia, że albo dokona się zakupu albo prosimy skierować się w stronę wyjścia. Księgarnia to nie drogeria. Nienawidzę narzucających się ekspedientów, którzy od progu pytają mnie w czym mogą pomóc. Książek nie powinno się w pośpiechu wrzucać do koszyka. Intrygujący egzemplarz zawsze oglądam z każdej strony. Dokładnie czytam esencję utworu, którą wydawca umieścił na okładce. Potem zaś otwieram i czytam pierwszą stronę. Jeśli mnie wciągnie- odkładam ją wówczas na stos ,,do kupienia” i szukam dalej.


Dziś zmuszona jestem do zamawiania książek przez Internet. Często zaintrygowana czyjąś recenzją dokonuję zakupu w ciemno. Ostatnio udało mi się wyrwać do Piernikowa i odwiedzić pewną księgarnię.


Dotknęłam jej i nie chciałam wypuścić z rąk. Leżała na samym szczycie zgrabnie ułożonego stosu. Przykuła moją uwagę okładką, nad stworzeniem której ktoś musiał się bardzo napracować. Wydawało mi się, że jest owleczona ludzką skórą. Była taka mięsista, gładka i pociągająca. Dostrzegłam napis ,,Baśń dla dorosłych” i zrozumiałam, że znalazłam coś, co z pewnością przypadnie mi do gustu.  To był ten moment, gdy podświadomie usłyszałam zachęcające ,,Weź mnie” i nie mogłam się temu oprzeć.



Czytaj dalej

Kupujemy namiot dla dziecka

14 lipca 2012 Dla domuDla dziecka  25 komentarzy


Moje pokolenie korzystało z czegoś, co dzisiejsze dzieci zastąpiły gotowymi rozwiązaniami. Wyobraźnia pomagała nam przemienić nawet banalną zabawę w niezapomniane przeżycie. Nie każdy z nas posiadał zamożną ciocię za granicą, która przesyłała paczki wypełnione fantastycznymi zabawkami. Ale też nie byliśmy nauczeni, żeby żądać od naszych rodziców, aby zaopatrywali nas w lalki Barbie od firmy Matel, które stały w różowych pudełkach na półkach pewexów. Cieszyły nas matrioszki, albo prowizoryczne gierki, które można było nabyć na lokalnych targach,  obleganych przez naszych rosyjskich sąsiadów. Wszelkie braki w zabawkowym wyposażeniu nadrabialiśmy fantazją. Zapracowani rodzice nie mieli tyle czasu, który mogliby poświęcić na zbudowanie w ogródku wigwamu, albo mini sklepu.


Dzisiaj praktycznie wszystko możemy kupić w stacjonarnych lub internetowych sklepach. Niektórzy wychodzą z założenia, że kolejna zabawka, która zainteresuje dziecko chociaż na kilka godzin  jest warta każdej ceny. Innym po prostu się nie chce, albo nie mogą wygospodarować czasu na to, by własnoręcznie zrobić dla dziecka ciekawy przedmiot. Sama należę do innej kategorii- chciałabym, ale nie umiem. O ile z prowizorycznym teatrzykiem, który powstał po przekształceniu kartonowego pudła, dałam sobie radę, tak zrobienie namiotu, który nie straszyłby samym wyglądem i byłby bezpieczny dla mojej córki na chwilę obecną po prostu mnie przerasta.


Dlatego od jakiegoś czasu rozglądałam się za gotowym namiotem. Wreszcie wypatrzyłam ciekawy przedmiot, który postanowiłam zakupić w… oczywiście- w Biedronce ;)


Czytaj dalej

Nowości od Marion

12 lipca 2012 Kosmetyki  26 komentarzy

 


Wczoraj wspomniałam Wam dlaczego masowe akcje testowania nie motywują mnie do brania w nich udziału. Wolę dostać paczkę z kilkoma produktami od kogoś kto do testów wybiera garstkę blogerów i poświęcić sporo czasu na przygotowanie wyczerpującej opinii niż współpracować z firmą, która nie doceni zaangażowania i konstruktywnej krytyki, a do publicznej wiadomości podaje tylko pozytywne wyniki przeprowadzonych  badań.


Dziś chciałabym podać pozytywny przykład firmy, która zorganizowała ciekawe  przedsięwzięcie.


Naprawdę cenię sobie kontrahenta, któremu rzeczywiście zależy na mojej opinii, a nie tylko na reklamie. Ostatnio byłam bezlitosna dla firmy Marion i szczerze napisałam o tym, co mi nie odpowiadało w przesłanych kosmetykach. Ale przecież o to chodzi, prawda? Producent dzięki temu  może lepiej dostosować produkt do oczekiwań swoich klientów.


Ponownie do moich rąk kilkanaście dni temu trafiła przesyłka od firmy Marion z 5 nowościami do przetestowania.



Czytaj dalej

Diamenty są wieczne- Eveline

11 lipca 2012 Kosmetyki  15 komentarzy


Coraz rzadziej biorę udział w masowych akcjach, które organizują znane firmy kosmetyczne. W takich naborach wybieranych jest kilkudziesięciu testerów. Ostatnio warunkiem zakwalifikowania się do ,,projektu” jest posiadanie bloga, chociaż wciąż wiele firm wymaga, by opinie recenzentów pojawiły się na stronie producenta. Szczęśliwcy dostają zazwyczaj tylko jeden produkt do przetestowania, którego cena rzadko przekracza 20zł. Organizatorzy takich przedsięwzięć liczą na zalety marketingu szeptanego oraz bardzo tanią reklamę.


Dodatkową motywacją do wzięcia udziału w testowaniu są konkursy, w których można zdobyć naprawdę warte zachodu nagrody. Pobyt w SPA, wycieczka, albo kosz kosmetyków zazwyczaj przewidziany jest tylko dla jednego zwycięzcy, więc konkurencja wśród uczestników ,,zabawy” czasami odbywa się ponad zasadami fair play.


Ubolewam nad tym, że niestety, ale w przypadku takich akcji liczą się tylko lukrowane recenzje. Im bardziej produkt jest zachwalany i okraszony ochami i ochami tym szanse na zwycięstwo stają się bardziej realne. A jeśli recenzentka (przeważnie to płeć piękna bierze udział w konkursach tego typu) zamieści pikantne foteczki, które udowadniają, że dzięki produktowi X z rozmiaru 38 zeszła do 36 w dwa tygodnie i ten rzekomy cellulit, który uniemożliwiał jej zakładanie krótkich spódniczek, zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, to nagroda jest prawie gwarantowana.


Nie podnieca mnie publikowanie zdjęć mojego nieidealnego ciała. O ile mogę pokazać efekty działania jakiegoś specyfiku na udach, tak w życiu nie uraczę Was bardziej pikantnymi aktami, a uwierzcie i z takimi spotkałam się na blogach.


Więc izolując się od zamieszania z konkursem, zamieszczam swoją subiektywną opinię o produktach Eveline Cosmetics.



Czytaj dalej

KONKURS

10 lipca 2012 Dla domuDla dzieckaDodatkiFilmKosmetykiKsiążkaKuchniaMiejsca  68 komentarzy


Chciałabym zachęcić Was do częstego pozostawiania po sobie śladu w postaci komentarzy.


Cieszę się z każdej wiadomości, którą po sobie pozostawiacie.


Nie ukrywam, że ogromną radość sprawiłyby mi, prócz sporej liczby odwiedzin bloga (za którą Wam bardzo dziękuję),  Wasze wypowiedzi.


Czytaj dalej

Lipcowe Shiny Box

10 lipca 2012 Kosmetyki  33 komentarzy

 

Spodziewałam się tego. Po całkiem udanym starcie i przydatną zawartością czerwcowej przesyłki, najnowsze pudełko rozczarowuje z dwóch powodów. Po pierwsze okres oczekiwania na zrealizowanie zamówienia wydłużył się o kilka dni. Po drugie- ukryte pod pokrywką uroczego kartonika produkty tym razem nie przypadły mi do gustu.



Czytaj dalej