Historia ,,mafioza”

19 lutego 2014 Książka  8 komentarzy

Oto antybohater, który zagrał na nosie polskiemu wymiarowi sprawiedliwości.

Zbir, łobuz, hochsztapler, cwaniaczek, za swą działalność ścigany niejednym listem gończym.

Jakkolwiek bym go nie nazwała, jedno jest pewne- jego życiorys mógłby zainspirować światowej sławy scenarzystów do przeniesienia na wielki ekran historii Srebrnego Księcia, stanowiącej idealną konkurencję dla popularnych filmów sensacyjnych.

Oto autobiografia człowieka, który postanowił zrehabilitować się w oczach swoich ofiar, mężczyzny, celującego jedną z najpotężniejszych broni prosto w serce mafii.

DSC_0001

Pierwszy raz obawiałam się wyrazić opinię o książce, mając na uwadze fakt, iż jej autorem jest osobnik, który często gościł na łamach polskich gazet, jako wróg systemu, narodu i jaśnie panującej nam władzy. Nie wiem, co mnie bardziej przerażało- wizyta niezadowolonych panów w garniturach, tudzież w czarnych dresach z impetem dobijających się do drzwi mego domu czy pozew o zniesławienie. A może właśnie o to chodziło Wiercińskiemu, by nawet po latach kreować swój wizerunek jako osoby pociągającej za wiele sznurków, mającej na usługach szemrane towarzystwo? Kiedy jednak zobaczyłam na jednej ze stron internetowych zdjęcie niemłodego już, w dodatku schorowanego mężczyzny, zaczęłam odczuwać wyrzuty sumienia. Może źle go oceniłam? Zbyt pochopnie zaliczyłam do grona bandziorów? W każdym razie postanowiłam odnieść się wyłącznie do tego, co zostało uwiecznione na stronach książki, pomijając współczesną działalność jej pomysłodawcy.

Kiedy już przebrnęłam przez nafaszerowany przechwałkami wstęp, mający utwierdzić mnie w przekonaniu, iż Śledź, zwany również Srebrnym Księciem, zaintrygował nie tylko dziennikarzy poczytnych tytułów, ale również mistrza Juliusza Machulskiego, zaczytałam się w mrożących krew w żyłach perypetiach tytułowego bohatera. I chociaż opowieść o handlarzu popularnego kruszcu rzeczywiście może na czytelniku wywrzeć wrażenie, głównej postaci raczej sławy nie przysporzy. Czasy świetności Wiercińskiego minęły bezpowrotnie. Jego nazwisko wśród mojego pokolenia nie ma żadnego znaczenia. Bez problemu można jednak zweryfikować prawdomówność Śledzia, podważyć ewentualne elementy, bliższe fikcji niż z rzeczywistości, albo odnaleźć szereg informacji, uzupełniających jego wypowiedź.

Nie da się ukryć, że postawa Srebrnego Księcia nie zasługuje na to, by być przykładem, czy też wzorem do naśladowania. Pieniądze, masa pieniędzy, spora dawka adrenaliny, szybki seks, interesy wymagające ofiar i nieustane zmienianie tożsamości oraz miejsca zamieszkania nie są tym, o czym marzy przeciętny zjadacz chleba. Osią życia Ryszarda Wiercińskiego, pełnego niezwykłych, ale jakże niebezpiecznych przygód, były nielegalne interesy, źródłem dochodu- srebro, które potrafił uzyskać nawet ze spalonych rentgenowskich klisz. Pomysł ten, poniekąd związany ze słusznym i pożądanym recyklingiem, wiązał się jednak z efektami ubocznymi.

Kryptonim Srebrny Książę przypomina książkę telefoniczną. Pełno w niej bohaterów i dynamicznej akcji, jednak ciężko spamiętać wszystkie epizody. Liczne odniesienia do przeszłości, niechronologiczny ciąg wydarzeń mogą nieco zdezorientować czytelnika, jednak to właśnie dzięki nim autobiografia nie trąci nudą i zmusza do uważnego śledzenia i rejestrowania w umyśle poszczególnych faktów. Prosty, pozbawiony metafor i jakichkolwiek upiększeń język Wiercińskiego, oddaje naturalizm opisanych wydarzeń, uwiarygadnia wersję Srebrnego Księcia, sprawia, iż przestajemy ją traktować jak literacką fikcję (którą według autora nie jest) i postrzegamy, jako niekiedy bolesną prawdę.

Myślę, że wyznanie Śledzia miałoby większą rację bytu, gdyby ktoś zechciał zekranizować opisaną przez Wiercińskiego historię. Dobór odpowiednich aktorów, reżysera, znającego potrzeby żądnego sensacji, krwi, potu i niebezpiecznych akcji widza, zagwarantowałby kasowy sukces głównemu bohaterowi. Książka nie zmusza do głębszych refleksji. Jej lektura przypomina zmagania szarych komórek, które pragną zrozumieć, w jaki sposób Wiercińskiemu udało się uniknąć ostatecznej zemsty ze strony tych, którym podpadł, których szantażował, których oszukał. Cóż warty jest nawrócony bandzior, hołdujący staremu kodeksowi zasad honorowego przestępcy, jeśli do zmiany życiowej postawy zmusiła go ciężka choroba?

Inteligentny, dowcipny, zapobiegliwy, charyzmatyczny antybohater, za którym problemy podążały niczym nieodzowny cień. Takim właśnie człowiekiem u szczytu swojej sławy był wspomniany Śledź. Czy jego historia przypadnie Wam do gustu? A może stwierdzicie, że komuś, komu udawało się niemalże bez szwanku wychodzić z opresji i uniknąć sprawiedliwej kary nie należą się ani oklaski ani miano początkującego, ale dobrze rokującego na przyszłość pisarza? To nie jest zła książka, ani tekst, nad którym powinnam się pastwić i zrównać z asfaltem. To po prostu coś innego z czym dotąd nie miałam do czynienia o czym jednak zbyt szybko nie zapomnę.

Kryptonim Srebrny Książę

Ryszard Wierciński

Warszawa 2013

Warszawska Firma Wydawnicza

Półka: Książka otrzymana w ramach recenzenckiej współpracy

li_lia

W październiku 2010r. zostałam mamą. Od tamtej pory godzę domowe i macierzyńskie obowiązki ze swoją pasją- pisaniem. Klawiatura jest moją najlepszą przyjaciółką. Piszę, ponieważ czuję potrzebę okiełznania myśli za pomocą liter.

8 komentarzy w Historia ,,mafioza”

  • Bardzo lubię tego typu książki. O tej nie słyszałam, ale z pewnością ją kupię!

  • Kruszynka says:

    Jakoś nie słyszałam o niej wcześniej, ale może to zmienię.

  • Kiti says:

    Jakoś nie specjalnie pociąga mnie ta książka.

  • yllla says:

    Podoba mi się okładka książki :) ale jej treść mnie nie pociąga. Zdecydowanie chętniej obejrzałabym film o Śledziu.

  • Rysiek says:

    Fakty się liczą: 229629 wyświetleń „Fotografie zwyciężonego siłą natury nowotworu” z recepturą na pokonanie bez skutków ubocznych raka. Ja w mojej książce siebie nie wybielam, jak napisał dziś w POLITYCE red. Pytlakowski. Na ścieżkę wojenną wstąpiłem z organami ścigania wyrokiem, co opisałem na str. 27, cytuję: „Aby opisać te, niektóre tylko, hece, to muszę cofnąć się do końca
    lat siedemdziesiątych i początku osiemdziesiątych. Przysłowie
    mówi „od przybytku głowa nie boli”, ale nie w każdym przypadku.
    Zwłaszcza kiedy za zwykłą paserkę, za którą grozi od pół roku
    do lat pięciu, bez recydywy otrzymuje się za jeden zarzut cztery
    lata. Nie tylko według mnie było to stanowczo za dużo. Nawet
    moi wrogowie – klawisze, życzący mi jak najgorzej – źle, i to bardzo
    źle, wyrażali się o panu, który w roli sędziego sprezentował mi
    taki wyrok.” i „Gdybym otrzymał wyrok w granicach normalności, to bym sobie
    go odsiedział i tej historii też by nie było. Miałem jedyny sklep
    z butami damskimi w moim mieście, który prowadziła moja piękna
    żona. Nie miałem zamiaru zgodzić się z decyzją sędziego. Bandyta,
    który dokonał dwóch zbrodni napadając na kobiety w celach
    rabunkowych, też otrzymał cztery lata.”
    Dziękuję Ci Lilio za opisanie opinii o mojej książce.
    Pozdrawiam przy okazji
    Ryszard
    Ps. Unikałem pewnie odpowiedzialności, bo miałem pracowitych i dobrych Aniołów Stróżów:)

  • Małgorzata says:

    Jest to rewelacyjna książka , czekam z niecierpliwością na film .

  • wojtek says:

    Miałem przyjemność poznać kiedyś słynnego Ryszarda , który nieźle podciął skrzydełka kilku moim znajomym

    • li_lia says:

      Może odniesie się Pan do tego, w jaki sposób owy Ryszard opisał swoja działalność w recenzowanej książce? Jestem bardzo ciekawa Pańskiej opinii.

Zostaw komentarz

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>