To sobie poscrubowałam…

9 lipca 2012 Kosmetyki  11 komentarzy


Przyjęłam za oczywiste, że piling i scrub to kosmetyki, które chociaż mają podobne zadanie różnią się detalami. Dotychczas stosowałam wyłącznie pilingi, które były jednocześnie myjącymi żelami i zawierały mikrogranulki. Jednak na drogeryjnych półkach znajdują się również tego typu kosmetyki, które wzbogacone zostały kawałkami pestek bądź łupin  z owoców. Podczas aplikacji mikrogranulki pobudzają krążenie, złuszczają naskórek, dokładnie go oczyszczając. Większość osób sądzi, że scrub działa bardziej inwazyjnie i nie poleca się go tym, którzy cierpią z powodu wrażliwej skóry.


W ramach współpracy z Safirą otrzymałam do przetestowania scrub.


Czytaj dalej

Berek. Podaj dalej, PEDALE…

8 lipca 2012 Książka  18 komentarzy

Niektórym z Was charakter bloga może wydać się bardzo chaotyczny.


Tymczasem od początku jego istnienia wiedziałam, że nie skupię się wyłącznie na kosmetykach, albo produktach spożywczych.


Odczuwam ogromną chęć pisania o wszystkim, co mnie intryguje.


W wachlarzu zainteresowań znajdują się więc zagadnienia związane z byciem mamą, z prowadzeniem domu, ciekawymi miejscami, które warto odwiedzić.


Chciałabym również wzbogacić zasoby bloga o wpisy dotyczące kinowych przebojów i zupełnie nieudanych produkcji.


Jednak najbardziej zależy mi, żeby chociaż raz w tygodniu pisać o książkach, które ostatnio zaniedbałam.


Zacznę od czegoś kontrowersyjnego.


 

 

Czytaj dalej

W międzyczasie

8 lipca 2012 Kuchnia  8 komentarzy

Uwielbiam leniwe niedzielne poranki.


Niespiesznie przeciągam się w łóżku. Schodzę do kuchni, aby przyrządzić Młodej butlę bananowego mleka i wracam zanim zdąży zdemolować swój pokoik. Z czułością patrzę, jak usiłuje nakarmić pluszową krowę i Mamę Muminka białym płynem. Mam jeszcze kilkanaście minut na to, by w spokoju przygotować śniadanie.


Znikam za kuchennymi drzwiami. Włączam piekarnik, wyjmuję patelnię, otwieram lodówkę i zapominam o całym świecie.


W oczekiwaniu na wieczorną recenzję chciałabym podzielić się z Wami przepisem na krzepiące, kaloryczne, ale niezwykle smaczne śniadanie.


 

Czytaj dalej

A dlaczego miałabym Wam pudrować?

7 lipca 2012 Kosmetyki  9 komentarzy

Pozwól sobie na chwilę relaksu, na zmysłową podróż, w której towarzyszyć Ci będzie błoga cisza i Twój spokojny oddech.


Zostaw za drzwiami łazienki codzienne troski, niedokończone sprawy.


Wypełnij wannę ciepłą wodą.


Wrzuć do niej musujące kule, mydlane konfetti, barwiący płyn, albo dodaj odrobinę czegoś nowego, co sprawi, że kąpiel pozwoli zregenerować siły i odpowiednio przygotować przed nocą pełną wrażeń…



Oto opowieść o pudrze, który zawitał podczas wieczornego rytuału.


Czytaj dalej

Domowe lizaki i krem od Apogeum

6 lipca 2012 Dla dzieckaKosmetykiKuchnia  10 komentarzy


Kiedyś marzyłam o piegach. Wydawało mi się, że są uroczymi skazami. Myślałam również, że plamy i przebarwienia to problem wyłącznie starszych ludzi. Ponieważ uwielbiałam wygrzewać się na słońcu nabawiłam się niechcianych pamiątek. Sprawę pogorszył fakt, iż w moim ciele buszowały ciążowe hormony. Dziś zmagam się z ciemnymi podkówkami pod oczami, które wyglądają jak osypane cienie. Szczerze mówiąc mam już dość tłumaczenia, że to nie jest efekt nieudanego makijażu ani co gorsza brud. Przetestowałam kilka specyfików, których producenci obiecywali spektakularne rezultaty. Zawsze kończyło się tak samo- grubą warstwą korektora, nakładaną jako kamuflaż.



Czy krem od Apogeum zdziałał cuda?


Czytaj dalej

Lipcowe paczki

6 lipca 2012 Kosmetyki  7 komentarzy

Pogoda nas nie oszczędza.

Fale gorącego powietrza sprawiają, że każde wyjście z domu przypomina pobyt w rozgrzanym piekarniku.

Na szczęście listonosz cały i zdrowy przytaszczył mi paczki z nowymi produktami do przetestowania.

Czytaj dalej

Wygrana w konkursie

5 lipca 2012 Dla dzieckaKsiążka  25 komentarzy


Moja mama z uśmiechem na ustach wspomina czasy, gdy byłam słodkim i rezolutnym maluchem. Podobno nie uznawałam lalek. Wszędzie towarzyszył mi miś, który po nakręceniu ruszał główką i wygrywał kojącą serce melodyjkę. Zostawiłam go sobie na pamiątkę. Wytarty, niemiłosiernie brudny z oberwanym nosem, ze szramą na mordce po przebytej operacji stoi na półce i patrzy, jak moje dziecko dorasta.



Moja rodzicielka twierdzi, że od wczesnego dzieciństwa interesowały mnie książki. Mogłam godzinami siedzieć w łóżeczku i przeglądać kartki na których pojawiali się ulubieni bohaterowie.


Zanim poznałam litery i zaczęłam je łączyć w wyrazy, moja mama przeczytała mi całą antologię baśni Andersena, braci Grimm i starych bajek oraz polskich legend. Pamiętam, że w podstawówce namiętnie wypożyczałam kolejne tomy serii o sympatycznych Muminkach.


Jednak nie wiedzieć czemu, moją najukochańszą baśnią była historia o Złotowłosej i trzech misiach, którą również opowiadam córce.


Nie wiem dlaczego dotąd nie spróbowałam napisać baśni specjalnie dla mojego dziecka. Zmotywował mnie dopiero konkurs, który zorganizowała firma Espiro.  Zadaniem uczestników było stworzenie autorskiej baśni, nagrodą zaś wspaniały wózek Espiro Active.


Jak myślicie, kto wygrał główną nagrodę? ;)



 

Czytaj dalej

Nivea Baby. Pachnąca podróż do przeszłości.

4 lipca 2012 Dla dzieckaKosmetyki  11 komentarzy


Było ciepło, cicho, wszystko lekko się kołysało, a przytłumione światło ogrzewało moją twarz. Tak wyglądał cały mój świat… Gdzieś z oddali moich uszu dochodziły tylko obce dźwięki. Nie wiem dlaczego, ale wiedziałam, że kiedyś będą dla mnie ważne, że stanę się ich nierozerwalną częścią. Wtedy zupełnie się nad tym nie zastanawiałam. Starałam się jednak zapamiętać jak najwięcej z nich. Jeden z dobiegających mnie głosów utkwił w mojej pamięci najbardziej. Był miękki i delikatny, a gdy mówił wiedziałam, że mówi tylko do mnie… Ten głos słyszałam najczęściej. Czasem był dźwięczny, melodyjny i przepełniony radością, czasem melancholijny i płaczliwy, a czasem wybuchał perlistym śmiechem. Zawsze jednak był pełen miłości i czułości… Miłości do mnie… Wiedziałam to, choć zupełnie nie zdawałam sobie sprawy skąd…


Czytaj dalej

Czy warto kupić dziecku zjeżdżalnię?

3 lipca 2012 Dla domuDla dziecka  22 komentarzy


Moje dziecko nie jest chowane pod kloszem. Nie jestem zachwycona, jeśli Młoda próbuje pocałować swojego czworonożnego pupila, albo jego towarzyszkę życia, ale nie robię z tego powodu tragedii. Nie załamuję rąk, gdy córka opuszcza plac zabaw z poplamioną bluzką, brudnymi od piasku spodenkami. Pozwalam jej popełniać błędy, lecz z boku bacznie ją obserwuję.


Nie mogę pojąć zachowania matek, które wykrzykują za swoją pociechą ,,Nie biegnij, bo się przewrócisz", ,,Nie siadaj na tym, bo się pobrudzisz", ,,Nie zrywaj kwiatków, bo je piesek obsiusiał"...


Niestety coraz mniej rodziców czy opiekunów aktywnie uczestniczy w zabawach maluchów. Przychodzą na plac zabaw, zajmują miejsce na ławce, wyjmują gazetę, książkę, komórkę, a nawet netbooka, i mają w nosie cały świat.


Tymczasem dzieci, albo tworzą zgrane grupki, albo walczą o terytorium. Prawdziwym polem bitwy jest piaskownica.  Wojna o łopatki, wiaderka i grabki pochłania wiele ofiar- piaskowych zamków i babek. Niezadowolone z podziału zabawek maluchy, albo te, które nie uznają dzielenia się swoim sprzętem, potrafią być naprawdę agresywne. Niejednokrotnie rozdzielałam uderzające się po głowach panienki. Najbardziej zaskakujący jest jednak moment, w którym niezainteresowani dotąd rodzice bronią racji swojego dziecka, nie wnikając w to, co jest przyczyną kłótni i po czyjej stronie leży wina.


Nie wstydzę się wejść ze swoim dzieckiem do piaskownicy, asystować podczas kopania wielkiego dołka. Zawsze asekuruję moją córeczkę, gdy wdrapuje się na zjeżdżalnię. A jak wracamy do domu to śpiewamy sobie ,,Kulfon, Kulfon. Co z ciebie wyrośnie", albo ,,Kolorowe kredki" i utrwalam z Młodą nowo poznane słowa.


Mijamy matki, które pchają wózki ze swoimi pociechami. Większość z nich jest nieobecna. Zapewne myślą o tym, co przygotować na obiad, jak zorganizować resztę dnia. Ale niestety, przeważnie to ich maluszki, takie mało kontaktowe, nieśmiałe, przestraszone stoją w kącie placu zabaw i gdy jakieś żywiołowe dziecko (na przykład moja córa, która najchętniej każdego dzieciaka by przytuliła, pogłaskała i wycałowała) podchodzi, by złapać za rękę i zaprosić do zabawy, wpadają w histerię, odpychają, a nawet potrafią uderzyć.


Wiem, że Młoda potrzebuje kontaktu z innymi dziećmi, ale przeraża mnie stan placów zabaw w moim mieście i zachowanie ich najmłodszych użytkowników. Dlatego sukcesywnie urządzam przytulny zakątek w ogrodzie. Prócz basenu jego największą atrakcją jest zjeżdżalnia.



Czytaj dalej

(nie)Perfekcyjna pani domu

2 lipca 2012 Dla domuKuchnia  6 komentarzy


Mam wenę.


Zmierzam w kierunku kuchni.


Otwieram lodówkę.


W takiej chwili kurczak nie jest tylko kawałkiem ubitego drobiu. Widzę upieczoną, delikatną kieszonkę, która skrywa wędzonego oscypka z żurawiną albo porzeczkami. Karton z mlekiem już nie jest pamiątką po zakupach w najbliższym dyskoncie. Widzę wysoką, grubą szklankę, wypełnioną białym płynem ze wzburzoną pianką i czekoladowym sosem na dnie. Spoglądam w stronę spiżarni i czuję, jak poziom radości błyskawicznie rośnie niczym drożdżowe ciasto w piekarniku. Jedno wiem na pewno, to będzie dzień kulinarnych eksperymentów.


Wykładam na blacie produkty, które mi wydeptały ścieżki w myślach i obmyślam ciekawe połączenia. Zacieram dłonie i chwytam palcami deskę i ostry nóż. Jego ostrze lśni niczym zakończenie miecza króla Artura. Dziś sztućce będą moimi wiernymi giermkami. W powietrzu wirują płatki prowansalskich ziół przemieszane ze szczyptą bazylii. Pozbawiam marchewki odzienia i kroję je w długie paski, które nieudolnie przypominają frytki. Okraszone solą, pomalowane olejem, lądują w piekarniku. To nie będzie kolejny kandyzowany przysmak, ale wyśmienita mieszanka słodyczy, która współgra z antagonistycznymi kryształami z Wieliczki.


Cała pachnę smażonym kurczakiem. Ten aromat przeszywa mnie na wskroś, plącze włosy, wchodzi pod ubranie i otula przyjemnym ciepłem. Nie mam nic przeciwko takim kulinarnym czułościom.  Mniemam, iż Ginewra raczyła Lancelota własnoręcznie przygotowanymi potrawami i czerpała z tego tyle uciechy, co ja.


Pozostaje mi teraz nakryć mój niestety nie okrągły stół i zawołać domowników na rodzinny posiłek. Jak dobrze, że jadalnia nie jest połączona z kuchnią. Przygotowanie dań wciąga mnie dogłębnie. Wśród wirujących garnków, patelni i przypraw zdrowy rozsądek odchodzi na bok. Perfekcyjna pani domu załamałaby nade mną ręce.  Nigdy nie przygotowuję jednego dania, zawsze podaję je w towarzystwie i dorzucam pracochłonny deser. Potrafię zamienić kuchnię w pobojowisko. Wszyscy się dziwią ile naczyń zużywam do przygotowania obiadu.


Ginewra miała nade mną przewagę- służbę, która sprzątała jej komnaty. Nienawidzę porządkowania mojego bałaganu. Dziwi mnie, że czystej kuchni nikt nie podziwia, za to stertę brudnych garów każdy namiętnie krytykuje. Rozglądam się w poszukiwaniu dobrej wróżki, niech pomacha kawałkiem patyka i naprawi moją kuchnię. Czary-mary pojechały na wakacje. Zostałam sama z niebotycznym bajzlem.


Lecz oto on, dziedzic Lakmy podąża w moją stronę. Z daleka kusi aromatem konwalii i obiecuje mi pomoc w ogarnięciu mojego królestwa.



Czytaj dalej